Alterwizje to historia Poety, który ucieka poza społeczeństwo i z perspektywy zapomnianych miejsc, zakurzonych strychów i nieczynnych fabryk obserwuje świat. W ciągu dnia zwiedza miasto, trafia do centrum hadlowego, anarchistycznego squotu, podróżuje tramwajem, rozmyśla o ekologii, wegetarianizmie i polityce. Gdy wydaje się, że uzyskał wewnętrzną wolność i odnalazł własną drogę, w jego skromną egzystencję wkraczają Edukatorzy...


Czasem już mnie mdli

Wszystko zaczęło się w momencie, kiedy postanowiłem decydować sam za siebie. Wszystko sprzeniewierzyło się przeciwko mnie w chwili narodzin świadomości pozwalającej zrozumieć w co tak naprawdę jestem uwikłany i czy miejsce w jakim dane mi przyszło żyć spełnia moje oczekiwania. Zapewne tak zaczyna się niejedna historia pewnego infantylnego głupka dostrzegającego trochę więcej barw w swoim otoczeniu, aniżeli szarość wylewającą się z rozpostartych źrenic otaczającej wielkomiejskiej bladzi. I wszystko jest w jak najlepszych stosunkach, jeżeli płyniesz większości nurtem i wysysasz z karmiącej pępowiny cząstkę ich samych. Co jednak jeżeli zapragniesz zmienić horyzont na jaki do tej pory się zapatrywałeś w imię tego czegoś siedzącego gdzieś głęboko w środku ciebie? Wszyscy moi przyjaciele: Rudy, Jacek, Monika – gdzie oni są teraz, no gdzie oni są. Chciałoby się rzec, że szkoda o tym wszystkim gadać, szkoda słów na mnie i na nich wszystkich. Jednak ja nie będę milczał. Ja chcę o nich i o sobie opowiedzieć, czy to się komuś podoba, czy nie. Spędziłem z nimi kilka przyjemnych chwil. Wśród nich znalazłoby się także kilka takich, po których mógłbym sobie wszystkie kłaki z głowy powyrywać. Część życia, jaką mi dali, a jednocześnie swoją obecnością zabrali znajdzie swoje miejsce właśnie tutaj.

Gdzieś na świecie wojna

Prawie każdego dnia przechodzę obok miejsc, których tak naprawdę nie powinno być. Prawie każdego dnia przechodzę obok miejsc z wytatuowaną tragedią na ścianie. Miejsca, których nie powinno być czasami przypominają o sobie wiązanką kwiatów przepasanych biało-czerwoną wstążką, palącym się zniczem lub przygarbionym starcem przeżutym przez nieubłagany ząb czasu. Jest wieczór, oświetlone miasto nie daje po sobie poznać o swojej ciemnej stronie. Rozświetlone, ożywione przez szusujących przechodniów oraz rozpędzoną plątaninę kół, skrzętnie ukrywa naszą wspólną małą tragedie. Swoje kroki powoli kieruję do domu, ktoś tam przecież na mnie czeka. Przecinając jedną z uliczek Małych Garbar, rozrzedzoną miejską ciszę przeszywa piskliwy dźwięk mojej komórki. Sięgam więc po nią aby zerknąć, kto się o mnie upomina. Mrugający ciekłokrystaliczny wyświetlacz podaję imię i nazwisko mojego dobrego znajomego, ja jednak nie odbieram, wyciszając buczący głośniczek pospolitego urządzenia znajdującego się prawie w każdej współczesnej kieszeni. - Nie chcę teraz rozmawiać, teraz nie - mówię do siebie po cichutku, chowając mrugający gadżet do kieszeni. Nie ruszam się już jednak z miejsca w którym się aktualnie znajduję. Ląduję głową w dół, uginając gumowe nogi w kolanach tracących władność. Załzawione oczy pokazują mi niewyraźny krajobraz z pozycji wybrukowanego trotuaru kierującego w moim kierunku postacie obszyte czernią. Nie potrafię zebrać myśli, zaczynam się bać.

Chmury nad Poznaniem

Dokładnie za pięć minut otworzę zaspane oczy, teraz jeszcze śpię. Zastygłe ciało wplecione w świeżo wykrochmalone poszwy cały czas wydaje się być zmęczone pomimo kilkugodzinnej drzemki. Oznaki powolnego wstępowania w cierpką fazę stanu świadomości zawsze odbierały mi jakiekolwiek chęci do działania i powzięcia decyzji o zrobieniu czegoś konkretnego niż tylko sprawy wynikłe z natury fizjologii organizmu ludzkiego. I jak tutaj wyrwać się z sennej sielanki, stanąć na równych nogach przed lustrem, jak przed odwiecznym wrogiem i z dumnie napiętą piersią po prostu przejąć ster życiowej galery spoczywającej na mieliźnie życia. Jak wyrwać swój żywot z nieczystego zastępu rąk nauczonych tylko liczenia, kupowania, sprzedawania po korzystnej marży, zastępu rąk odgórnie sterowanego wykresami podaży i popytu pod egidą systemu indeksów giełdowych. Konfrontować niemierzalny pierwiastek duchowości z parafką wystawianą na czyjś temat za pomocą matematycznego wzoru określającego majętność w fizycznym wymiarze, nie ma najmniejszego sensu, chyba że sensem jest nieustanne przeciąganie liny i warzenie światopoglądów, których ostateczny wynik zamyka obwód od dawien dawna kręcącego się błędnego koła po światopoglądowym bezdrożu.

Nabywca

- Wiesz wpadnę dzisiaj do ciebie wieczorem, wtedy o tym pogadamy - szybko odpowiadam, próbując dać do zrozumienia kumplowi, że naprawdę mi się spieszy. - Ok, to czekam na ciebie, na razie - ucina głos w słuchawce po czym się rozłącza. W roztargnieniu spoglądam na oko elektronicznego buraka. - Kurwa mać! - klnę, zaciskając zęby. Pięć minut trzydzieści siedem sekund i to na mój koszt do konkurencji, która zdziera ze mnie kasę. Co za buractwo, przecież tyle razy namawiałem go, aby zmienił sobie sieć na moją. Jest sto razy lepsza od gówna w którym on przebywa i jeszcze im za to musi słono płacić. Moi to się przynajmniej starają i nie ma tygodnia, aby nie zachęcali do skorzystania z mega promocji i takich tam. Lubię takich operatorów, co to podlizują się i obiecują złote góry, tytłając swoje pazerne paluchy w kapitalistycznej wazelinie. Przynajmniej w tym związku to ja jestem panem i wiem na czym konkretnie stoję, ot tak!. Ale dobra zobaczmy, ile ze mnie te flądry zdarły. Gwiazdka jeden zero jeden hash i co???

Każdy chłopiec chce mieć

- Naprawdę żal mi ciebie stary - odezwałem się do zalegającego na wyrze kumpla. Pijana postać wykonywała drżące ruchy symulując zdezelowaną laleczkę, której czas życia powoli zaczyna rozpływać się w bezkresie nicości. Stojąca na ławie nadgryziona przez rozdygotane emocje butelka wódki zamiast alkoholu trzymała w sobie smutki i żale spłodzone przez cierpiętnika, które wybraniec musiał samoistnie dokończyć. Rudy, bo taka jego ksywka chyba szykował się na pogrzeb albo sam stwierdził, że już na niego najwyższy czas. Ubrany w marynarkę pod którą znajdowała się śnieżnobiała koszulina z zaciągniętym krawatem na szyi, pobladł straszliwie od nadmiaru wypitego alkoholu jak i zapewne z emocji kołaczących jego rozkochanym sercem. Gdybym nie znał go bardziej, tylko natknął się na ociężale zalegającą posturę zupełnie przypadkowo, to czym prędzej dzwoniłbym pod sto dwanaście albo dziewięć dziewięć dziewięć dopatrując się w jego osobie ciała przyszłego denata. Wiedza o Rudzielcu nakazywała mi zachować spokój, tak, zachować spokój i polać mu kielicha. - No to co tym razem stało się pomiędzy wami – odparłem podając mu po brzegi wypełniony kieliszek przezroczystym płynem.

Alter-Dom

Tej butelki to właściwie nie pamiętam, ale jakoś tak przykuła moją uwagę z racji dziwacznej etykiety z roznegliżowaną panią nad którą widnieje cukierkowy napis ''POKUSA'' - Hmm... zabawne, jestem ciekaw kto ją nabył no i gdzie. Zanurzając palec wskazujący w wyszczuplonej szyjce szkła koloru bursztynowego, próbowałem odkryć bukietową namiastkę tego, co mnie wczoraj ominęło. - Nie, no na pewno z tej butelki nie piłem, ale smakuje całkiem, całkiem - rozmarzyłem się oblizując palec wyciągnięty ze szklanego opakowania po alkoholu. Byłem na niezłym kacu, a kaca nie lubię, niestety w drugą stronę to nielubienie nie działa - taki los. Wczoraj akurat nie było okazji do bycia na delikatnym rauszu - tak po prostu samo wyszło, a właściwie to przyszło, gdyż nawiedziło mój od niedawna opustoszały pokój kilku znajomych z którymi osuszyłem pare buteleczek. No i później się zaczęło: śpiewy, tańce w rytm ostrej muzyki oraz niekończące się rozmowy do późnych godzin nocnych, znajdujące swój finał w muszli klozetowej żrącej ten cały wyrzygany syf. - O tak, czasami dobrze poddać się zbawiennemu wpływowi etanolu, tylko co to do cholery ma być? - zdziwiłem się, oglądając pobojowisko, które dzisiaj kompletnie nie przypominało zamieszkiwanych przeze mnie czterech ścian a wczorajszego wieczora jeszcze nim było.

To jest nasza Ziemia

Wraz z Rudym postanowiłem wybrać się do pobliskiej knajpy na koncert rozwydrzonych punkowych kapel. Trudno go było namówić, bo on do końca w takiej muzie nie siedzi, ale teraz w ramach miłosnej schizmy posłuchał moich napuszonych argumentów i wskakując w trochę bardziej wygodne łachy niż garnitur i mokasyny, postanowił ulec kakofonii skrzeczących dźwięków, jak miał w zwyczaju mówić o tego typu melodiach. – Tylko ja w pogo nie mam zamiaru wchodzić – burknął wiążąc na wpół rozpadające się glany. - Dobra, dobra, nikt nie będzie ciebie namawiał do wtargnięcia w apokaliptyczną orgię rozgrywającą się pod sceną – odpowiedziałem spoglądając na męczącego się ze sznurowadłami przyjaciela. - A właściwie to wiesz, co tam dzisiaj gra, bo tak przyszedłeś i mnie wyciągasz a ja właściwie to nic nie wiem co tam będzie rzępolić – ciekawsko odpowiedział stając na równe nogi. - No ja to co? – zerknąłem na rysujący się znak zapytania na jego twarzy, objaśniająco tłumacząc - grają tam trzy kapele z gatunku ekopunk. Koncert jest benefisowym przedsięwzięciem na jakieś schronisko dla bezpańskich zwierzaków, czy jakoś tak. – dokończyłem promieniująco uśmiechając się.

Kotlet jak rakieta

Jacek to całkiem spoko koleś. Znamy się nie od dzisiaj, więc wiem, co mówię. Jeszcze nigdy się na nim nie zawiodłem i mam nadzieję, że takiej chwili w swoim życiu nie doczekam. Jacek, a właściwie to Placek bo tak się już ukuło, należy do bardzo bliskiego grona moich znajomych z którymi mogę sobie porozmawiać tak od serca. I nie będę już tutaj więcej kreślił wazeliniarskich superlatywów, jaki to on oh i ach, bo jeszcze się obrazi albo co. Po prostu taki z niego dusza człowiek, który poradzi a jak trzeba to i poratuje w kryzysowej chwili. I wszystko byłoby jak w najlepszym porządku, gdyby nie jego żartobliwe zapędy ciągłego wytykania mi wegetariańskiej diety. Jak się nietrudno domyślić on do roślinożerców raczej nie należy i chyba byłby ostatnim mięsożercą, który z własnej nieprzymuszonej woli zapisałby się do partii traworzerców. Tak czy siak w bardzo elastycznym poczuciu humoru, czasami brak miejsca na ciągłe obrzucanie siebie mięsem, a właściwie to zielskiem i serdelkami. W żadnym stopniu nie zmienia to jednak faktu naszego trwania w szczerym, niczym nie skrępowanym akcie sympatii. A teraz wspólnie przemierzamy miejski bruk i gadamy o tym co mi leży na sercu i na ciele. Gadamy o siniaku pod okiem i bolącym brzuchu i karku, pozostałości po anonimowych oprychach, którzy mnie dwa dni temu nieźle poharatali. - Ale pamiętasz ich gęby, może coś innego szczególnego, unikatowego? - Pamiętam jednego z unikatowych kopniaków po którym jakby to rzec - straciłem przytomność. - Czyli nic? - No stary, było ich kilku, ale to nie są szczegóły, no dobra znam szczegół.

Nie jestem politykiem

- A więc w moim planie przede wszystkim... – nie, nie jeszcze raz, tak bardziej poważnie, ale nie odstraszająco. Powiedzmy, bądź pewny siebie kiedy to mówisz, albo po prostu uwierz w wypowiadane przez siebie słowa. Tak wiesz, no bardziej do przodu, tak jak już miałbyś ich wszystkich w garści - pierzący się przed lustrem Rudy gadał sam do siebie wypracowując przekonywującą pozę i ton wypowiedzi. - A więc w moim planie przede wszystkim opowiadam się za dobrem pracowników naszej firmy. Dobrem ogółu, ale także każdej jednostki pracowniczej składającej się na fundamentalą cegiełkę, fundamentalny element budujący kondycję spółki w skali mikro a także makro - czy teraz dobrze? - zwrócił się do mnie, zalegającego na fotelu w kompletnym bezruchu. - Stary powiem tobie tak. Gdybym już miał słuchać i wybierać takich ludzi, jak ty, to wybacz, ale muszę to powiedzieć - byłbyś ostatnią osobą, której bym słuchał i co gorsza dla ciebie, byłbyś ostatnią osobą, którą bym wybrał. A co to w ogóle ma być co? co ja tutaj robię. Zapraszasz mnie na tak zwaną ''herbatkę'', po czym wyskakujesz z autoprezentacją do wierutnego konkursu o wyższe stanowisko w tym waszym chlewie. Co to w ogóle ma być? - No nie ja tylko, wiesz myślałem, że jesteś moim kumplem... - No jestem twoim kumplem i to ja powinienem powiedzieć iż myślałem, że jesteś moim kumplem, bo ty mnie tutaj jakimiś pierdołami otaczasz, na które jestem bardzo uczulony... przecież dobrze o tym wiesz - warknąłem złośliwie.

Anarchisten Terroristen

- Ludzie!!!, ludzie mówię wam, otrząśnijcie się z obłudy, jakiej każdego dnia dostarcza wam system. No gdzie wy wszyscy tak pędzicie na Boga ludzie!!! spójrzcie na siebie. Czy nie widzicie kim się staliście? czy nie widzicie dokąd zmierzacie i jaki los was wszystkich czeka? Codziennie wmawiają wam czego potrzebujecie i jacy macie być. Już dawno wszyscy zatraciliście świadomość tego kim jesteście i po co tutaj się znaleźliście. Ludzie! mówię do was!!! Ludzie czy mnie słyszycie, czy mnie widzicie, czy może już tak was zmanierowali, że nie potraficie zareagować na głos rozsądku!!! Przemierzając Półwiejską na niezłym kacu po całonocnym wysłuchiwaniu żalów i ocieraniu łez Rudego a od dzisiaj aka Złamane Serce, nie sposób było nie zauważyć wyróżniającej się spośród tłumu tajemniczej persony. Zważywszy na mój stan psychosomatyczny to kompletnie mi wisiało, kim owy ’’artysta’’ był, skąd przybył i co miał do powiedzenia. Bardziej niż jego słów pragnąłem napić się jakiejś gazowanej mineralki, strzelić sobie klina, albo po prostu znaleźć się w domu i przyssać się do kurka z kranówką. Dynia mi pękała i z wywalonym jęzorem na wierzchu spoglądałem w co łaskawsze oczy, czy nie mają kilku ponadprogramowych drobnych do oddania ’’co łaska’’ w ramach samopomocy społecznej, ponieważ dobrze wiedziałem, że o suchym pysku to do domu o własnych siłach nie dojdę.

HD Ready

- Ooooo! jak to miło być zaskoczonym, kiedy powoli uzyskuje się świadomości tego, kim tak naprawdę się jest. A przecież jeszcze nie tak dawno byłem bezduszną i bezużyteczną zbieraniną płytek krzemowych, układów scalonych i innych elementów zamykających się w plastykowej obudowie z panoramiczną przestrzenią ciekłego kryształu. A teraz hmmm... proszę bardzo, ktoś jeszcze mnie upiększa wbudowując jakieś łączki, czy złącza... - Tylko proszę uważać z tą lutownicą, bo trochę gorąca chyba jest, och!, och!, no niech mnie pan tak nie łaskocze rozgrzanym grotem!. Ach... już dobrze, właśnie teraz dodali mi układ odpowiadający za emisję przestrzennego dzwięku, mmm... co za bajer, no dosłownie nie mogę. - Ach ten zapach cyny i kalafonii!... ale przepraszam bardzo, czuję po dotyku, że obsługujący mnie osobnik nie posiada rękawiczek ochronnych! Nie chcę żeby mnie dotykał gołymi łapskami, no nie chcę!. I co się tak ociągasz, pewnie się ze mnie nabijasz, jak tak leżę bez odzienia wierzchniego z wywalonymi wnętrznościami. Tylko nie spartol zabiegu wszczepiania złącza HDMI i czytnika kart USB bo bez tego będę nikim rozumiesz!!! No i kiedy zacznę widzieć!!! - Ile jeszcze tych elementów we mnie wpakujecie, ale nie... dobrze, już dobrze, ładujcie ile wlezie i to z najwyższej półki, abym w przyszłości mógł trafić pod kuratelę dobrego właściciela. Już ja się nim zajmę ha! ha!

Edukatorzy

- Ty ty ry ty ty ty ty pam pam!!! witajcie moi drodzy radiosłuchacze! Przed mikrofonem jak co dzień macie zaszczyt usłyszeć waszego ulubieńca, porannego skowronka, któremu wczesna pora nigdy nie jest straszna i zawsze wita ją z szerokim uśmiechem na twarzy. Tak to ja lubiany przez mężczyzn, rozkochiwany przez kobiety, które szczególnie pozdrawiam - hello girls; Mirosław Maślanka w radiu Wenus. Właśnie na zegarze minęła piąta i zapraszam wszystkich budzących się do życia na poranną audycję ''Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje'' i upragnioną przez wszystkich kolejną edycją teleturnieju ''Edukatorzy'' w którym radiosłuchacze dzwoniąc do naszego studia stając się terapeutami ludzi świata polityki, kultury i sztuki, dokonują psychologicznej sekcji prowadzącej do katharsis zaproszonego przeze mnie gościa. A kto jest naszym dzisiejszym gościem? o tym już za chwilę, poproszę o trochę cierpliwości! Od siebie muszę dodać, że u nas oczywiście wszystko odbywa się na żywo, zero ściemy, żadnego playback'u, nawet zespoły zaproszone do audycji grają na żywo a jak już o zespołach mowa to czas na trochę muzyki. Przed państwem zespół ''Jesień'' i ich singlowy numer podbijający serca wszystkich młodych Polek i Polaków: ''Kiedyś na pewno od Ciebie odejdę''. Uwaga, przed państwem zespół ''Jesień'', dajmy im szansę, nie zmieniajcie stacji, dajcie się ponieść czadowej melodii z którą jechali pięćset dwadzieścia kilometrów, aby zagrać i wyrwać państwa ze szponów snu. Zespół ''Jesień'' - Nie wiem kiedy to się stanie Może dzisiaj a może wcale Ale wiem, że poznasz to po tym że Nie będzie mnie przy tobie o nie...

Ucieczka do wolności

Krajobraz podziwiany z perspektywy pasażera wagonu przemieszczającego się po połyskliwej siatce stalowej trakcji zawsze ulega dynamicznym przemianom co sprawia, że w czasie jazdy nie sposób się nudzić. Jeżeli ktoś lubi czerpać przyjemność z mnogości pejzaży rysujących się na szklanej tafli okna wagonu, pejzaży szybko przemieszczających się i znikających gdzieś w oddali połykanej przez pędząc maszynę trasy to wie o czym mówię. I jeszcze ten niekończący się słodki stukot kół tworzący fuzje najdziwniejszych podziałów rytmicznych, akurat na mnie działających bardzo usypiająco. Kiedyś chciałem nawet zdobyć nagranie audio z kabiny wolno jadącego pociągu, z tym całym lekko przytłumionym dźwiękiem, trzaskiem szyn, klaksonem, siarczystym piskiem podczas hamowania, okraszonym w trakcie postoju szeleszczącymi gdzieniegdzie rozmowami pasażerów, ale do tej pory nie mogłem się jakoś za to wszystko zabrać; może teraz nastał odpowiedni moment ku temu? Cały urok podróży mający początek w przyjemności przemierzanych kilometrów znajduje swój finał w końcowym etapie kiedy już wiem, że za parę kilometrów będę u celu de facto początku mojej samotnej wyprawy.


1.Czasem już mnie mdliLoadingLoading
2.Gdzieś na świecie wojnaLoadingLoading
3.Chmury nad PoznaniemLoadingLoading
4.NabywcaLoadingLoading
5.Każdy chłopiec chce miećLoadingLoading
6.Alter-DomLoadingLoading
7.To jest nasza ZiemiaLoadingLoading
8.Kotlet jak rakietaLoadingLoading
9.Nie jestem politykiemLoadingLoading
10.Anarchisten TerroristenLoadingLoading
11.HD ReadyLoadingLoading
12.EdukatorzyLoadingLoading
13.Ucieczka do wolnościLoadingLoading

Tapety

Loading...
1024x600 | 1024x768 | 1680x1050

Babilon powstał w 2003 roku. Największe sukcesy to: wygrana Fama, występ na dużej scenie w Węgorzewie, wyróżnienie Radia Łódź zwieńczone pierwszą profesjonalną sesją studyjną, umieszczenie utworu zespołu na składance 3 Programu Polskiego Radia. Projekt "Alterwizje" jest realizowany od 2008 roku, składają się na niego opowiadania i wizualizacje zainspirowane piosenkami Babilonu, a także płyta zawierająca piosenki nagrane w studio Q Toma Horna jesienią 2009 roku.

BAND FOTO BY SEWERYN CHLEBIŃSKI & MAKE-UP BY MAGDA MADEJ
  • Loading...
  • Loading...
  • Loading...
 

Wojtek

Wokal, gitara, teksty piosenek

Poeta, podróżnik. Założyciel Babilonu.
 

Marych

Perkusja, trąbka, chórki

Pisarz, autor opowiadań "Alterwizje". Opublikował też m.in. opowiadanie "Pogo" w zbiorze opowiadań "Punk's Not Dead" wydawnictwa Jirafa Roja. Od zawsze związany z Babilonem.
 

Franek

Bas

Od lat związany z Babilonem. Najpierw fan, potem pomoc i wsparcie organizacyjne dla zespołu, w międzyczasie na emigracji w Irlandii, a po powrocie już na stałe w składzie Babilonu.

Recenzje & Opinie


"Ten zespół,te piosenki ta płyta są rewelacyjne ! ;) pozdrawiam . :]"

***

"Krążek aż kipi energią i to w dodatku bardzo zaraźliwą. Myśle, zemateriał idealnie sprawdzi się na koncertach. Po przesłuchaniu 2 czy 3 razy cieżko wybrac potencjalny hit, szczerze to zadna melodia nie została mi w głowie na dłużej w celu wybicia sie na faworyta."

***

"Nowa płyta jest rewelacyjna !! Bardzo mi się podobają utwory zawarte na krążku . :) Pzdr . Dla Wojtka , Marycha i Franka !! :) Fanka ."

***

"Jest nieźle, fajnie się słucha, nie ma zmuły także jest ok, życze powodzenia dalej..."

***

"Odważna płyta :) i ciekawe interpretacje starszych dobrze znanych utworów"

Loading...

Alterwizje

Najnowszy album Babilonu. Zawiera trzynaście utworów. Wspaniała produkcja i nagrania w renomowanym Studio Q, pod okiem Toma Horna, odpowiedzialnego min. za produkcje Vavamuffin, Strachy na Lachy jest gwarancją najwyższej jakości. Babilon w całkowicie nowej odsłonie. Tak dynamicznego i mocnego punkrocka już dawno nie widzieliśmy.

UWAGA!!! Pudełko zawiera GRATIS!!! dodatkowo płytę DVD z clipami, które wyświetlane są podczas koncertów Babilonu. Pięknie przygotowana płyta DVD zawiera klipy z podłożoną muzyką, dzięki czemu można ją oglądać dosłownie jak muzyczną telewizję we własnym domu.

Loading...   Loading...


PATRONAT MEDIALNY

Loading...


Babilon    |    Polskie Media    |    Kontakt